czwartek, 22 września 2016

Rozdział 11.


-O kurde. - powiedziałem i zerwałem się do pozycji siedzącej. Miałem wrażenie, że cały alkohol momentalnie się ze mnie ulotnił. 
-Co się stało? - spytała Holland. Spojrzałem na moich przyjaciół, którzy przyglądali mi się zdziwieni. Wcale się nie dziwię. Też bym tak zareagował na ich miejscu.
-Cara do mnie napisała. - odparłem i pokazałem im wiadomość. - Przynajmniej tak mi się wydaje, bo przecież nikt inny nie mógłby tego do mnie napisać. 
-Słuchajcie, a może ona naprawdę potrzebuje pomocy. - wyszeptała Lily. 
-Jak byłem z nią u pielęgniarki i wtedy przed szkołą, to myślałem, że zaraz mi coś zrobi jeśli się nie odczepię. Nie wyglądała na taką, która chce z kimś się zaprzyjaźnić. Nie chciała mojej pomocy.
-Ale teraz ci za nią podziękowała. - dodała Hol. - Gdyby nie chciała twojej pomocy, to raczej by cię zwyzywała, że to zrobiłeś. Może po prostu nie jest przyzwyczajona do tego, że ktoś zwraca na nią uwagę. Nie ma przyjaciół, sam mówiłeś, że z jej ojcem jest coś nie tak, ciągle chodzi przygnębiona. Nie wie, jak ma zareagować na to, jak ktoś jest dla niej miły. - kontynuowała i miała całkowitą rację.
-No to trzeba jej pokazać, jak wygląda prawdziwe życie. - powiedział Daniel, a my spojrzeliśmy na niego zszokowani.
-Czekaj, czekaj... Czy ty to powiedziałeś? - spytałem.
-Sami tego chcieliście, a ja obiecałem pomóc. Mówiłem wam przecież, że jest ładna.
-I cały czar prysł. - pokręciła głową Hol, a my wybuchnęliśmy śmiechem. Spojrzałem na swój telefon, który ciągle pokazywał wiadomość od dziewczyny. Uśmiechnąłem się delikatnie. W końcu doceniła moją pomoc. Może dzięki temu uda nam się ją uratować.

Ja: Nie ma za co :) W razie co ja i moi przyjaciele z chęcią pomożemy.

Zapisano kontakt "Cara".

~*~

-Wiesz co? Mam już dość. - zaśmiałem się. Niestety dyrektor skrócił nam nasze małe wakacje i musieliśmy wrócić do szkoły już w czwartek. Środa minęła nam dość szybko i źle, bo obudziliśmy się z moimi przyjaciółmi po południu... na podłodze... z wielkim kacem... Obiecaliśmy sobie, że to ostatni raz, kiedy pijemy w środku tygodnia. Nie upiliśmy się nie wiadomo jak, bo osobiście wszystko pamiętam dokładnie, ale ból głowy i tak towarzyszył mi przez calutki dzień. Szedłem korytarzem razem z Hol i po prostu śmiałem się z każdej osoby, która tam stała. Niestety zdjęcie mnie i Roden całujących się wywołało furorę w naszej szkole i dosłownie wszyscy spekulują, czy naprawdę jesteśmy razem. Byłoby łatwiej im zgadnąć, gdybyśmy sami to wiedzieli. 
-Czuję się, jakbym była obserwowana i na podsłuchu. - wyszeptała, a ja wybuchnąłem jeszcze większym śmiechem. Ta sytuacja jest komiczna.
-Ale poważnie, wiesz, że to się szybko nie skończy. Musimy coś wymyślić. - powiedziałem i przeczesałem swoje włosy.
-Musimy o tym pogadać. I to jak najszybciej. - odparła i weszliśmy na stołówkę. Podeszliśmy do naszego stolika, przy którym siedziała reszta naszej paczki.
-Są i nasze gołąbeczki. - uśmiechnęła się Lily, a Daniel zacmokał do nas.  Poważnie, zaraz oszaleję.
-Są i sprawcy całego zamieszania. - powiedziała rudowłosa i wyjęła swój lunch.
-My was do niczego nie zmuszaliśmy. - bronił się Sharman.
-Serio? Dosłownie nawrzeszczałeś na mnie, że mam pocałować Hol! - lekko się uniosłem. Już miał mi odpowiedzieć, gdy wtrąciła się Lily. 
-Patrzcie, przyszła Cara. 
-Zaprosimy ją tutaj? - zaproponowała Hol. Dziewczyna usiadła dość daleko, więc postanowiłem wysłać jej wiadomość.

Ja: Może dołączysz do naszego stolika? :)

Spojrzałem w stronę dziewczyny. Wyjęła telefon z kieszeni i po chwili rozejrzała się dookoła. Gdy mnie zauważyła, uśmiechnąłem się lekko.

Cara: Czemu?
Ja: Bo uważamy, że możesz okazać się całkiem fajna i nie chcemy, żebyś jadła sama.
Cara: To żart?
Ja: Nie, czemu?
Cara: Nie mam zamiaru po raz kolejny stać się czyimś pośmiewiskiem. Daj mi spokój O'brien. 

-Ta nasza pomoc może się okazać naprawdę trudnym zadaniem. - powiedziałem.

~*~

Nie wiem, co mam myśleć o tym rozdziale. Jest jakiś dziwny xd
Chcecie, żeby Dylan i Hol byli razem? Dajcie znać, bo nie wiem co pisać :P
Całusy xx



Rozdział 10.



-Naprawdę musimy to oglądać? - zapytała Holland wskazując na telewizor, do którego podłączony był laptop. Daniel stwierdził, że włączy nam parodie piosenek. Osobiście śmieszyło mnie to ogromnie, ale gdy rudowłosa zobaczyła przerobioną piosenkę swojego ulubionego zespołu stwierdziła, że to słabe i odwróciła się od ekranu i zaczęła bawić się moim telefonem.
-A masz jakieś ciekawsze propozycje? - zapytałem dziewczynę. Zerknęła w moją stronę i przytuliła się do mnie. Leżeliśmy we czwórkę na rozłożonej kanapie, która dzisiejszej nocy miała służyć nam za łóżko. Kiedy Hol piła alkohol robiła się strasznie uczuciowa i zawsze się do mnie kleiła. Nie żeby mi to przeszkadzało.
-A wy znowu zaczynacie! Weźcie dajcie sobie buzi i zacznijcie w końcu normalny związek! - prawie krzyknęła Lily widząc to, że Roden się do mnie przytuliła. Kolejna rozmowa na temat naszej relacji rozpoczęta.
-I przestańcie wmawiać nam, że jesteście tylko przyjaciółmi, bo każdy wie, że tak nie jest. Ja się do ciebie Dylan nie przytulam za każdym razem jak cię widzę i serio nie chciałbym się z tobą migdalić. - wyjaśnił Daniel, a ja zacząłem się śmiać wyobrażając sobie, że miałbym mieć takie same kontakty z Sharmanem i Holland. Ha!
-Ale serio, czemu razem nie jesteście? - spytała Collins już w miarę poważnie.
-Stwierdziliśmy, że jest dobrze tak jak jest. Hol powiedziała, że zaczniemy kiedy będzie na to gotowa. - wzruszyłem ramionami. Myślałem, że Daniel zaraz wybuchnie, bo wstał i spojrzał na nas gniewnie.
-Że co, proszę?! Serio? Wy jesteście normalni?!
-Ej! - odezwała się w końcu Roden.
-Lily weź ją walnij, bo mi facetowi nie wolno. - westchnął, na co brunetka dźgnęła łokciem Holland. - Poważnie, co wam stoi na przeszkodzie?
-Ja... Sama nie wiem... - wyszeptała.
-Pocałuj ją. - powiedział chłopak.
-Co? - zdziwiłem się.
-Na litość boska, po prostu ją pocałuj! - krzyknął, a ja się go przestraszyłem. Dawno nie był taki zdenerwowany. Poczułem jak Hol przekręca się w moją stronę. Nachyliłem się i delikatnie załączyłem nasze wargi. I to było coś niesamowitego. Dreszcz przeszedł całe moje ciało. W brzuchu poczułem coś dziwnego, a serce wybijało coraz mocniejszy rytm. Położyłem dłoń na policzku dziewczyny i zatraciłem się w tym uczuciu całkowicie. I nie wiem co będzie dalej, czy będziemy parą, czy tylko przyjaciółmi, ale kocham ją i chcę dla niej jak najlepiej. Odsunąłem się od Hol i spojrzałem na nią, chcąc sprawdzić jej reakcję. Ona uśmiechnęła się do mnie i ukryła swoją twarz przytulając mnie. Zerknąłem w stronę zadowolonych Lily i Daniela, którzy mieli swoje telefony w dłoniach.
-Gratuluję, wszyscy nasi znajomi będą myśleć, że jesteście parą. Nie ma za co. - powiedziała zadowolona Lily pokazując mi zdjęcie moje i Holland jak się całujemy na My story brunetki.  Po chwili usłyszałem dźwięk z mojego telefonu. Dostałem wiadomość. Myślałem, że to ktoś komentujący moje najnowsze zdjęcie. Zdziwiłem się czytając smsa.

Nieznany: Cześć. W sprawie tej wczorajszej sytuacji po szkole... Dzięki za pomoc.

~*~

Koniec na dziś!  Do zobaczenia wkrótce. :)

Rozdział 9.



-Może wpadłbyś dzisiaj do Lily? Planujemy zrobić sobie posiadówkę. - zaproponowałem. Rozmawialiśmy już tak z Niall'em jakieś 20 minut, a rozmowa wcale nie była niezręczna. No może oprócz tego, że dziewczyny gapiły się na niego jak w obrazek. Serio, dzieło sztuki pokroju Picasso.
-Dzięki, ale może innym razem. Muszę się dogadać z Twoim tatą i znaleźć jakiś hotel, zanim znajdę jakieś mieszkanie. - powiedział, a ja wpadłem na najlepszy pomysł wszechczasów. Albo tak mi się wydawało po tych kilku piwach.
-Słuchaj, zatrzymaj się u nas. I tak mamy wolny pokój, a jestem pewny, że moi rodzice nie pozwolą Ci się tułać po hotelach.
-Dobra, dobra. Zobaczymy, co powiedzą jak się z nimi zobaczę. Już wam nie przeszkadzam, miłego wieczoru. Cześć. - pożegnał się z każdym z nas i poszedł w stronę mojego domu.
-Czemu nie powiedziałeś, że to twój kuzyn?
-Czemu nie mówiłeś, że masz takiego kuzyna?
-Skąd on jest?
-Długo zostanie?
-Ma dziewczynę?
-Czy one mogą się zamknąć? - zapytał się Daniel mając dość pytań, które zadawały dziewczyny. Zaśmiałem się tylko i z powrotem usiadłem na huśtawce. Mój dobry humor zmienił się w jeszcze lepszy, bo cholera Niall tu jest, a ja traktuję go jak brata, którego nie mam. Zawsze jak byliśmy mali to jeździliśmy razem do babci i nocowaliśmy u niej prawie całe wakacje. I mimo że jest starszy ode mnie o kilka lat, to nie zauważam tej różnicy, bo on nie traktuje mnie jako młodszego dzieciaka, tylko jak kogoś na równi z sobą. I dlatego tak bardzo go szanuję.

-Idziemy na zakupy? - zaproponowałem, a reszta przytaknęła, nie wspominając na razie o moim kuzynie.

~*~

-Nie wierzę! - śmiałem się tak, że rozbolał mnie brzuch. W ręku miałem telefon i nagrywałem wszytko na Snapchata. Daniel stwierdził, że jest mu za gorąco z bluzie, więc postanowił się rozebrać. Niestety dla mnie, postanowił urządzić nam pokaz striptizu, żeby nauczyć dziewczyny, jak powinny się zachowywać następnym razem. Nie siedziałbym w ogóle w tym pokoju, gdyby nie fakt, że tymi filmikami upokorzę Sharmana. Tak, jesteśmy przyjaciółmi.
-Wooow! Chcemy więcej! - krzyczały dziewczyny, a ja po prostu wyszedłem do kuchni, bo męski striptiz to raczej nie moja bajka. Mam wystarczającą ilość sekund na My story, żeby Daniel spalił się w piekle. Ups. Wziąłem z szafki shaker i zrobiłem nam po kilka shotów. Ten wieczór nie skończy się dobrze, bo już wystarczająco się dzisiaj upiliśmy. Miałem wrażenie, że jestem najbardziej trzeźwy z nich wszystkich. No cóż, w końcu to ja nigdy nie zgonuję, racja? Gdy byłem w lepszym stanie niż teraz, zadzwoniłem do taty i powiedziałem mu, że zostajemy wszyscy na noc u Lily. Powiedział mi tylko, że Niall zostaje na razie u nas i możliwe, że zamieszka na stałe. Ucieszyłem się jeszcze bardziej. Skorzystałem z łazienki i zabrałem ze sobą moją miksturę do salonu, gdzie siedzieliśmy. Zaniepokoiło mnie to, że mój przyjaciel nie ma na sobie koszulki i paraduje przed dziewczynami w samych spodenkach. Najwidoczniej im to nie przeszkadzało. Rozlałem do kieliszków moje niebieskie kamikadze i podałem każdemu z naszej czwórki.
-Za udany wieczór! - powiedziałem i przechyliłem szkło.

~*~

Ten krótki, bo nie wiedziałam za bardzo, co napisać. Ale następny będzie ciekawszy i niestety ostatni na dzisiaj albo jutro :)

Rozdział 8.



Po wypiciu kilku piw w barze było nam już naprawdę wesoło. Nie wiem, czy to dobrze bo była dopiero 17. Potrzebowaliśmy rozrywki, a nie oszukujmy się, nie ma nic lepszego niż spędzenie czasu z przyjaciółmi przy małej dawce alkoholu. Nie chcieliśmy dalej się upijać, więc opuściliśmy lokal i udaliśmy się do parku. Po mieście krążyło dość sporo osób, więc mieliśmy kogo obserwować. Siadłem na pobliskiej huśtawce, a reszta stanęła na przeciwko mnie. Holland śmiała sie ciągle z najmniejszej rzeczy, a reszta śmiała się z niej, bo to było komiczne. Trzeba przyznać, że z nas wszystkich miała najsłabszą głowę. Poklepałem swoje nogi, dając jej do zrozumienia, że może usiąść na moje kolana, a ona nie czekając chwili dłużej od razu na nich usiadła. Wtuliłem się w jej ciało i objąłem ją swoimi rękoma układając swoją twarz w zagłębieniu jej szyi, by co jakiś czas ją tam pocałować, bo wiedziałem jak bardzo ją to łaskocze. Usłyszałem dziwny dźwięk i spojrzałem w stronę Sharmana, który właśnie udawał, że wymiotuje na nasz widok.
-Lecz się. - zaśmiałem się, a on pokazał mi środkowy palec. Zignorowałem go i zacząłem słuchać historii o tym, że rodzice Lily zostawili jej wolny dom na cały tydzień, bo postanowili wyjechać na wakacje. Nie było w tym nic zabawnego, ale to nie zmienia faktu, że każdy płakał ze śmiechu.
-I mówisz nam o tym dopiero teraz? - spytałem.
-Mam plan! Nie idziemy dziś do klubu, tylko kupujemy żarcie i picie i robimy sobie imprezkę u Lily! - powiedział Daniel. Dziewczyna zgodziła się, a chłopak podniósł ją i przytulił. A to niby ja publicznie okazuję uczucia. Stwierdziliśmy, że zostaniemy tutaj jeszcze trochę, bo pogoda była świetna, a my naprawdę dobrze spędzaliśmy tu czas. Po chwili Lily zaczęła się dziwnie uśmiechać i puściła Hol oczko. Spojrzałem na nie zdezorientowany, by po chwili usłyszeć Lily.
-Hmm... Jakie ciasteczko. - wyszeptała, a ja zaśmiałem się, widząc kogo ma na myśli.
-Wow, skąd on się tutaj wziął? - spytała Roden, a ja spojrzałem na nią. Czy to normalne, że jestem zazdrosny?
-Blondyn, dobrze zbudowany. Już teraz wiem, że musi być niesamowity. - powiedziała Lily.
-Hej, dziewczyny, co z wami? Nie możecie mówić takich rzeczy! - oburzył się Daniel, co było do niego niepodobne. Od kiedy przejmował się, co myślą dziewczyny o innych facetach? Chłopak zbliżał się do nas, a ja mając dość komentarzy dziewczyn na jego temat, wstałem i wyszedłem mu na wprost.
-Dylan, co ty robisz? - wyszeptała Holland. Niewiele myśląc podszedłem do niego, a on gdy tylko mnie zauważył uśmiechnął się i przytulił mnie po męsku. Naprawdę chciałbym zobaczyć miny dziewczyn.
-Stary, jak dobrze cię widzieć! - zaśmiał się, a ja odsunąłem się do niego.
-Ciebie też. Co tutaj robisz? - spytałem. Ostatnie, co o nim wiem to to, że mieszkał jakieś 100 km ode mnie.
-Przyjechałem do pracy. Wiesz, skończyłem szkołę, a twój tata obiecał mi, że mnie przyjmie, więc jestem. - uśmiechnął się. Fajnie będzie mieć go tutaj. Zawsze mieliśmy super kontakt.
-Kurcze, to świetnie! Chodź, przedstawię cię moim przyjaciołom. - podeszliśmy do tej trójki idiotów, którzy stali z otwartymi buziami i byli w totalnym szoku. - To jest Holland, Lily i Daniel. Słuchajcie to mój kuzyn Niall.

~*~

Przepraszam, ale nie mogę pisać opowiadania bez Niall'a. xD
Drugi rozdział dzisiaj. Wow. Jeszcze dwa!

Rozdział 7.



Bałem się. Po raz pierwszy ja, Dylan O'brien bałem się tego, co ludzie zaczną o mnie myśleć. Nie wiedziałem, że wyniknie z tego taka afera. Pomogłem tylko dziewczynie, którą gnębili uczniowie. To źle? Nie powinni się udzielać pomocy tym, którzy jej potrzebują? Rozumiem, aktualnie wśród ludzi w moim wieku panuje trochę inny system wartości, ale na litość Boską, nie będę patrzył, jak inny człowiek cierpi na moich oczach, a ja mogę to zmienić. Usłyszałem coś, czego nie powinienem usłyszeć i teraz będę miał wyrzuty sumienia. Chcę dowiedzieć się, co ojciec Cary jej robi, czemu pielęgniarka nie chce tego zgłosić. Ale sam się tego nie dowiem. Muszę wkręcić w to moich przyjaciół, mimo że wiem co pomyślą sobie o mnie, kiedy im o tym powiem.

~*~

-Ty chcesz zrobić co?! - prawie krzyknął Daniel, kiedy powiedziałem im o moim planie. Na szczęście ludzie nie zwrócili na nas większej uwagi. Siedzieliśmy na zewnątrz baru, do którego zazwyczaj chodziliśmy. Z racji tego całego wirusa w naszej szkole, dyrektor postanowił dać nam wolne do końca tygodnia, a że jest wtorek to czuję się jak na małych wakacjach. Postanowiliśmy spotkać się w czwórkę i spędzić razem dzień na mieście, a później ewentualnie skoczyć na noc do klubu, żeby trochę się rozerwać. Chociaż nie wiem, czy nasze plany dalej będą obowiązywać, bo chyba moi przyjaciele zostawią mnie po tej rozmowie.
-Chcę jakoś się do niej zbliżyć, żeby była w stanie nam zaufać i powiedzieć, co się z nią dzieje. - wytłumaczyłem, ale oni dalej mnie nie rozumieli.
-A po jaką cholerę mamy się w to mieszać? - pytał ciągle Sharman. Dziewczyny do tej pory siedziały cicho.
-Wczoraj jak poszła do pielęgniarki, to słyszałem jej rozmowę. Ta pielęgniarka pytała się, czy ojciec dalej jej to robi, a ona odpowiedziała, że stara się go unikać. Mówiła coś, że powinna to zgłosić do pedagoga albo do dyrektora, ale chyba one dwie się znają skoro o tym nikomu nie wspomina. To może być jakaś większa sprawa, a jeśli możemy w tym pomóc, to dlaczego mamy tego nie zrobić? - spytałem.
-A jak mamy się tego dowiedzieć skoro sam mówiłeś, że jest niedostępna i nietykalna?
-No właśnie dlatego potrzebuję was, żebyśmy razem wymyślili jakieś szczegóły. Tylko pytanie, czy jesteście ze mną.
-Tak. - powiedziała Hol po chwili ciszy. Spojrzałem na Lily, która pokiwała głową.
-Jestem z nią w klasie, widzę, że coś jest nie tak. Wydaje się naprawdę sympatyczna. Kiedyś próbowałam z nią porozmawiać, ale nie była zbyt rozmowna. Ale razem może nam się udać. - uśmiechnęła się brunetka.
-Daniel? - zapytałem go.
-Nie chcę mieć przez to problemów, czy stracić reputację. Na mnie nie liczcie.
-Ty dupku. - powiedziała Roden. - Naprawdę dla ciebie ważniejsza jest reputacja niż dziewczyna, która potrzebuje pomocy?!
-Ona jest naprawdę śliczna, więc może mógłbyś się nią zainteresować. - dodała Lily, która w ten sposób próbowała go zachęcić.
-A wiesz jak dziewczyny kochają bohaterów? Miałbyś każdą, którą byś chciał. - powiedziałem, a on zaczął się uśmiechać.
-Ok. - westchnął. - Ale to nie zmienia faktu, że nie podoba mi się ten plan. A jak nie znajdę żadnej dziewczyny dzięki temu, to sami będziecie mi jej szukać.
-Mój Boże. - wyszeptała Hol. - Jesteś taki płytki. Możesz mi przypomnieć, czemu się z tobą zadajemy?
-Och, przyznaj skarbie, że nie możesz mi się oprzeć. - powiedział zadowolony z siebie, a ja wybuchnąłem śmiechem.

~*~

Zaczynamy maraton! Dzisiaj dodam jeszcze co najmniej 3. :)

środa, 14 września 2016

Rozdział 6.


Nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Stałem na środku korytarza i patrzyłem jak w oddali dziewczyna wchodzi do gabinetu pielęgniarki. Zastanawiało mnie skąd zna moje nazwisko i dlaczego jest taką zimną zołzą. Przeprosiłem ją, powiedziałem, że to niechcący. Przecież nie mogłem wiedzieć, że ona akurat w tamtym momencie wejdzie tymi drzwiami. Ale najwidoczniej jej to nie interesowało. Niestety trener kazał mi z nią iść, więc skierowałem się w stronę pielęgniarki. Dziewczyna nie domknęła drzwi, więc mogłem usłyszeć, o czym rozmawiają. Nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie jedno pytanie.
-Ojciec ciągle to robi? - spytała pielęgniarka. 
-Tak, ale staram się go unikać. 
-Wiesz, że powinnam zgłosić to do szkolnego pedagoga albo nawet do samego dyrektora? - usłyszałem, ale nie mogłem dowiedzieć się więcej, bo ktoś wychodził z sali przede mną. Zapukałem szybko w drzwi i wszedłem do środka.
-Dylan, a co ty tu robisz? - spytała pielęgniarka. 
-To tak jakby moja wina, że tu jest więc chciałem sprawdzić, czy wszystko ok. - powiedziałem nerwowo, bo w głowie ciągle siedziała mi rozmowa tych dwóch. 
-Na szczęście nic się nie stało. Dałam po prostu przeciwbólowe i powinny pomóc. Tylko następnym razem uważaj. - uśmiechnęła się do nas, a Cara od razu wyszła z gabinetu, przy okazji uderzając mnie swoim barkiem. Ok, widzę, że nasza znajomość nie będzie sympatyczna. Gdy wyszedłem zobaczyłem, że dziewczyna jest już prawie pod szatnią. Nie miałem ochoty dalej się z nią użerać, więc wolnym krokiem skierowałem się z powrotem na salę gimnastyczną.

~*~

Nie mogłem się skupić. Siedziałem zamyślony przez kolejne lekcje i nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje wokół mnie. Gdy wychodziłem ze szkoły zobaczyłem, że grupka osób z czegoś się śmieje. Nie chciałem nawet na to patrzeć, gdybym nie zauważył po środku nich Cary. Dobra, ta cała sprawa zaczyna mi śmierdzieć coraz bardziej. Podbiegłem do nich i spojrzałem na wściekłą dziewczynę. Nie wiedziałem dokładnie, o co chodzi, ale musiałem jej pomóc. Prawdopodobnie zrobię największą głupotę, jaką mogę zrobić, ale nie zostawię jej tak. Nie po tym, co dzisiaj usłyszałem. Wszedłem w sam środek kółka i złapałem Carę za łokieć, chcąc ją stamtąd wyprowadzić. Spojrzała na mnie zdziwiona i myślałem, że zaraz zacznie się wyrywać.
-Ok, dziękujemy za uwagę, a teraz wypierdalać. - warknąłem i zabrałem dziewczynę poza plac szkoły. - Co oni od ciebie chcieli? - zapytałem dziewczyny.
-Nie twój interes. - wyszeptała, a jej głos był jakiś inny.
-Chyba jednak mój skoro Ci z nimi pomogłem. - powiedziałem, a dziewczyna skręciła w inną stronę niż ja. Po kilku minutach dostałem smsa od Holand, która została w szkole dłużej na jakieś dodatkowe zajęcia.

Hol<3: Coś Ty narobił?

Ja: Ale o co chodzi?

Hol<3: Cała szkoła huczy o tym, że pomogłeś tej dziewczynie! Wiesz, że teraz nie będziesz miał spokoju?

Ja: Kurwa...

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 5.


Dzisiejszy dzień w szkole zapowiadał się źle. Z powodu jakiejś małej epidemii w naszej szkole dużo nauczycieli było na zwolnieniach i niestety mieliśmy mieć łączone lekcje. Według mnie to nie miało najmniejszego sensu, gdyż co takiego moja klasa typowo matematyczna miałaby robić z plastykami? Jeżeli nauczyciele myśleli, że będę przez kilka godzin malował deltę to grubo się mylili. Jedynym plusem było to, że dzisiejszego dnia mieliśmy dwie godziny WF-u, co dla mnie było wybawieniem. Niestety nasz nauczyciel, jak zawsze miał co do mnie inne plany. 
-Wiem, że warunki mamy tragiczne, ale musimy pomieścić trzy klasy na tej małej sali gimnastycznej. Liczę na waszą współpracę, bo nie mam zamiaru was wszystkich przekrzykiwać. Zaczniemy od rozgrzewki, a potem coś wymyślimy. Z tego, co widzę to dziewczyny nie bardzo mają chęć ćwiczyć, więc może chłopcy w coś pograją, a dziewczyny zwyczajnie sobie posiedzicie. - zaproponował trener. Może to nie był głupi pomysł.
-W końcu będziecie mogły popatrzeć bezkarnie na to, jak pocimy się z Dylan'em na boisku. - zaśmiał się Daniel do Holland i Lily, które z nami stały. Collins przewróciła oczami i prychnęła.
-Albo patrzeć jak wy dwaj idioci upokarzacie się przed wszystkimi. O tak, ta wersja jest bardziej prawdopodobna.
-Jak możesz tak o mnie mówić? - zapytałem z pretensją w głosie. - To, że z Danielem sobie dokuczcie zalotnie nie znaczy, że musicie mnie do tego mieszać. - powiedziałem, a Sharman aż się zakrztusił.
-Dokuczamy zalotnie? - zaśmiał się. - I mówi to ktoś, kto jest w takim friendzonie, że niedługo będziesz tak głęboko, że światła nie zobaczysz. - powiedział pokazując na mnie i Hol.
-Ej! - oburzyła się rudowłosa. - Odwal się od nas. - warknęła i podeszło do mnie, przytulając się do mojej klatki piersiowej. Automatycznie objąłem ją ramieniem.
-I o tym właśnie mówię. Prędzej ja się prześpię z Lily, niż wy będziecie normalną parą. - rzucił, a dziewczyna walnęła go w głowę.
-Daniel, co ty kurde sobie myślisz?! Przestań marzyć! - krzyknęła, a większa część naszych klas zwróciła na nas uwagę.
-Chyba lubisz mieć publikę, kiedy mnie bijesz, co? - zaśmiał się chłopak. Przysięgam, zadaję się z bandą idiotów. 
-Chyba Hol lubi sprawiać, że dziewczyny ze szkoły są zazdrosne o Dylana. - powiedziała Collins. 
-Chyba wy powinniście się leczyć u psychiatry. Mogę was nawet tam zaprowadzić. - zaproponowałem.
-Pewnie znasz drogę na pamięć. Z przyzwyczajenia poszedłbyś tam nawet w ciemności. - zaśmiała się Roden. Odsunąłem się od niej momentalnie.
-I ty przeciwko mnie?! - zdziwiłem się i obrażony zacząłem od nich odchodzić. Nie minęła chwila, jak poczułem ciężar na swoich plecach. Złapałem dziewczynę za uda, żeby nie spadła, a ta owinęła ręce wokół mojej szyi.
-Wiesz, że żartowałam Dyl. - zaśmiała się. - Powodzenia w ćwiczeniach. - złożyła całusa na moim policzku i zeskoczyła ze mnie. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Moi przyjaciele są naprawdę nienormalni.

~*~

-Dawaj Dylan, teraz ty. - powiedział do mnie rozgrywający. Tak jak trener obiecał, dziewczyny siedzą na trybunach, a my gramy w siatkówkę. Drużyna szkoły na resztę. Oczywiście nie mieli z nami jakichkolwiek szans, ale dla nas to była zwykła przyjemność, żeby pokazać się przed taką publicznością. Wyskoczyłem do ataku. Piłka niestety nie ułożyła się w mojej dłoni tak, jakbym tego chciał i zamiast uderzyć ją w stronę boiska, uderzyłem ją prosto w stronę drzwi, którymi ktoś akurat wchodził. Uderzyłem tą osobę prosto w brzuch. Wszyscy zszokowani stanęli na boisku i przyglądali się mi. Ja natomiast pobiegłem prosto do poszkodowanej. 
-Mój Boże, nic ci nie jest? - spytałem od razu, podając rękę dziewczynie. Nie przyjęła mojej pomocy i podniosła się o własnych siłach. 
-Może następnym razem spróbuj celować w boisko, a nie we mnie. - warknęła, nie podnosząc nawet na mnie wzroku.
-Woah, spokojnie. - powiedziałem. - Nie zrobiłem tego celowo.
-Wszystko ok? - podbiegł do nas trener. Dziewczyna kurczowo trzymała się za brzuch. - Dylan, zaprowadź ją do pielęgniarki. - powiedział zdenerwowany.
-Poradzę sobie sama. - wyszeptała niepewnie, jakby bała się nerwowej postawy nauczyciela.
-Bez dyskusji! Idziecie we dwójkę. - krzyknął i niewiele myśląc złapałem dziewczynę za ramię i poprowadziłem w stronę wyjścia. Gdy byliśmy poza salą, strzepnęła moją rękę.
-Nie musisz ze mną iść. Wiem, gdzie iść. - burknęła od niechcenia. Co to za dziewczyna? Ruszyła szybszym krokiem. Dogoniłem ją i odwróciłem w swoją stronę.
-Słuchaj, zrobiłem to niechcący, nie musisz być dla mnie niemiła. Przepraszam, ok? Po prostu... - zaciąłem się, kiedy dziewczyna w końcu spojrzała na mnie i zgarnęła włosy ze swojej twarzy. Zmrużyłem oczy nie wierząc, że to ona.
-Nie gap się na mnie! - warknęła i po raz kolejny starała się ode mnie uciec. Znowu na to nie pozwoliłem.
-Czekaj, ja cię znam... To ty jesteś Cara. - powiedziałem, a dziewczyna zesztywniała, jakby to, co powiedziałem ją uraziło.
-Brawo, O'brien. - wyszeptała i poszła w stronę gabinetu. Skąd ona mnie zna?

~*~

Taki troszkę nudny, ale w końcu poznaliśmy Carę! Przywitajmy ją brawami (i komentarzami lol). Ok, postaram się zrobić w niedzielę wieczorem jakiś maraton. Co Wy na to? Jedyny warunek to jakiś odzew z Waszej strony. :) Piszcie, piszcie, piszcie! :D
Kocham Was xx


Rozdział 4.


-Jak w szkole, Dylan? - zapytała pani Roden. Naprawdę nie chciałem rozmawiać na ten temat, zwłaszcza, że była niedziela. Wystarczy mi myśl, że już jutro będę musiał wrócić tam ponownie.
-W porządku. Pani od matmy jak zawsze jest dla mnie złośliwa, ale jeszcze nie udało jej się mnie zagiąć. - zaśmiałem się, a reszta mi zawtórowała. Siedzieliśmy właśnie na tarasie mojego domu. Pogoda była świetna. Słońce świeciło tak niesamowicie. 
-Nie dziw się jej, skoro zasypiasz na lekcjach. - odparła Hol i pokazała mi język.
-Jak to zasypiasz na lekcjach? - zdziwiła się moja mama. No tak, ona o niczym nie wie.
-Oj zdarzyło się raz czy dwa. - machnąłem ręką. Przecież mam dobre oceny.
-A co z tą waszą koleżanką, o którą pytałeś? - zapytał mój tata. Holland spojrzała na mnie zszokowana.
-Nic, nie widziałem jej w tym tygodniu w szkole. - odpowiedziałem. Niedziela to nie jest dobry dzień na takie rozmowy. Moi rodzice i państwo Holland zaczęli rozmawiać na bardziej zawodowe tematy. Wyłączyłem się z rozmowy, bo wydawała mi się strasznie nudna. 
-Tak, tak, idź spać Dylan. - powiedziała Hol, obejmując mnie ramieniem. Zaśmiałem się lekko.
-Dzięki, tego mi trzeba. - mruknąłem, czując jak bawi się moimi włosami. Mówiłem już jak ją kocham?
-Ale najpierw wytłumacz mi, o jaką koleżankę pytałeś swojego tatę. 
-A co? Zazdrosna jesteś? - zaśmiałem się.
-Tak, o twojego tatę. - przewróciła oczami. - Pytam poważnie.
-Pytałem o tą całą dziewczynę z klasy Lily. Cara czy jakoś tak.
-Czemu?
-Oj, daj spokój. Jest piękna niedziela, więc nie ma co zawracać sobie nią głowę. Chciałem się dowiedzieć co nieco o jej ojcu, ale tata jeszcze nie szukał informacji na jego temat. Jak będę coś wiedział to na pewno wtedy porozmawiamy, ok? - spojrzałem na nią, a ona lekko pokiwała głową.
-Ale wiedz, że ci tego nie odpuszczę. Możesz mieć tajemnice przed Lily czy Danielem, ale nie przede mną, jasne? - zagroziła mi, a ja wybuchnąłem śmiechem.
-Tak jest! - krzyknąłem i zwróciłem na nas uwagę naszych rodziców. Już widziałem ten charakterystyczny uśmiech mojej mamy.
-No czy oni nie są uroczy? - zapytał Pan Roden. Och, błagam.
-Ale i tak wszystkiemu zaprzeczą. - zaśmiała się moja mama. Spojrzałem wymownie na Holland. Pokiwała głową i w tym samym momencie weszliśmy do domu, słysząc dochodzący z zewnątrz śmiech. 
-Nienawidzę ich. - warknąłem i skierowałem się za rudowłosą do mojego pokoju.

~*~

Rodzice Hol już poszli do swojego domu. Ona została u mnie na trochę dłużej. Uczyliśmy się razem matematyki, gdy nagle jedna myśl wpadła mi do głowy.
-Ej, Hol, a co jeśli nasi rodzice mają rację? - spytałem. Dziewczyna odłożyła swój zeszyt i spojrzała na mnie. Leżeliśmy na moim łóżku, tylko że ja opierałem się o zagłówek, a ona trzymała na nim swoje stopy.
-Ale w związku z czym? 
-No w związku z nami. - powiedziałem trochę ciszej. To chyba był zły pomysł, że o to pytałem. - Dobra, w sumie nieważne. Zapomnij. - zakryłem się zeszytem. Niestety nie na długo, bo Holand po prostu go kopnęła, przez co wylądował na podłodze. - Ej!
-Porozmawiaj ze mną! Skoro zacząłeś, to skończ. Chodzi Ci o nas? W sensie, że razem? - zapytała. 
-No tak. Zobacz, wszyscy próbują nam wmówić, że jesteśmy w związku. Może serio się tak zachowujemy? 
-Chyba masz rację. Ale co jeśli nam się nie uda? Wiesz, że Cię kocham, ale boję się, że związek zniszczy wszystko. Zaczniemy się kłócić, być o siebie zazdrośni. 
-Tak, a nie chcemy zepsuć naszej przyjaźni, nie? - zgodziłem się z jej zdaniem. To, co nas łączyło było piękne. 
-A chciałbyś spróbować? No wiesz, bycia parą? - spytała nieśmiało. 
-Dobrze wiesz, że cię kocham. Nic na siłę, Hol. Jeżeli nie chcesz, to ja to rozumiem. Może za jakiś czas, jak będziesz już pewna. - uśmiechnąłem się do niej. 
-Jesteś najlepszy. - powiedziała. Wstała, przytuliła się do mnie i pocałowała mnie w policzek. Za to właśnie ją kocham. Mogę porozmawiać z nią dosłownie o wszystkim i wiem, że to nie będzie w żadnym stopniu krępujące. Jest jak mój najlepszy kumpel, doradca i psycholog w jednym. A kiedy przytula się do mnie wiem, że jest dla mnie najważniejsza. Tak samo, jak ja jestem dla niej.

~*~

Przepraszam Was bardzo za moją długą nieobecność. Nie miałam dostępu do telefonu i internetu przez ponad tydzień, a ciężko było mi coś napisać po tak długiej przerwie. Niestety rozdział nudny i do bani, ale obiecuję, że następny będzie już ciekawszy. 
Mały spoiler: Dylan w końcu pozna Carę. :) 
Kocham Was. Komentujcie proszę xx

niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 3.



Znaleziono wyniki do szukanej frazy: Cara Delevingne.

Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę to robię. Ta dziewczyna naprawdę mnie zainteresowała. Nie chodzi o to, że jest bardzo ładna, ale te siniaki na jej dłoniach i historia z samobójstwem trochę mnie przestraszyła. Nie chciałem dopuścić do tego, żeby komuś stała się krzywda. Chciałem trochę się o niej dowiedzieć. Może to pomogłoby w rozgryzieniu zagadki jej siniaków. Mam możliwość obserwacji jej, bo mieszka dokładnie naprzeciwko Holand. Załączył się mój detektywistyczny zmysł. Nie ma się co dziwić. Mój tata jest komendantem, a mama prokuratorem w naszym mieście. Zainteresowanie kryminalistyką płynie w moich żyłach od dziecka.
Wszedłem na profil Cary na Facebooku. Kilka zdjęć, udostępnia dużo piosenek, żadnych jej prywatnych wpisów. Chyba lubi Birdy. Jej zdjęcia nie są za bardzo pozytywne. Bardziej mroczne i głównie czarno-białe. Przejrzałem jej cały profil i na samym końcu znalazłem jej filmik. Włączyłem go. Było to coś w rodzaju teledysku do piosenki Coldplay. Była tam taka uśmiechnięta. Zupełnie inna dziewczyna. Co takiego stało się, że tak bardzo się zmieniła?

~*~

-Tato, możemy porozmawiać? - spytałem, wchodząc do jego biura. Miał oddzielny pokój w domu, tak jak moja mama, żeby móc pracować w spokoju. Nie chciał zostawać dłużej na komendzie, więc wracał z dokumentami tu, żeby spędzić więcej czasu z nami. Nie udawało mu się to najlepiej, bo nawet jeśli wracał wcześniej to większość czasu siedział zamknięty w swoim pokoju. Taka praca. Na szczęście w weekendy mieliśmy czas wyłącznie dla siebie i naszej rodziny. Chyba tylko dzięki tym dwóm dniom w tygodniu nasza rodzina się jeszcze nie rozpadła. W innym przypadku nie byłoby już tak kolorowo.
-Jasne, co się dzieje? - spytał, odkładając na bok papiery.
-Ok, zacznę od początku. - powiedziałem i wyjaśniłem mu całą sytuację z Carą. Wysłuchał mnie uważnie.
-I w czym dokładnie mam ci pomóc?
-Jesteś policjantem, wiesz co trzeba robić w takiej sytuacji. Mam z nią porozmawiać, czy iść do pedagoga? - westchnąłem i usiadłem na krześle przy drzwiach.
-Najlepszą opcją byłoby porozmawianie z nią. Z pedagogiem może nie chcieć rozmawiać. Z rówieśnikami może być jej łatwiej. Siniaki nie muszą świadczyć o przemocy. Może się przewróciła. Niektóre osoby są podatne na takie urazy. Trochę słyszałem o jej ojcu. Sprawdzę jutro, jak się nazywa i czy mamy go w kartotekach. Spróbujcie powoli się do niej zbliżyć. To może jej pomóc najbardziej. Musi wiedzieć, że ktoś jest przy niej.  - doradził. Ma rację. Zrobię tak, jak on powiedział.
-Dzięki. Postaram się z nią porozmawiać. Albo poproszę Hol.
-Co u niej? Dawno nas nie odwiedzała. - zagadał. Kolejny, który myśli, że Roden zostanie jego synową. Cóż, prawdopodobnie jest w ogromnym błędzie.
-Jesteś świadomy, że widuję się z nią codziennie po kilka godzin w szkole? To wystarczające. - odparłem. Ten człowiek wyobraża sobie zbyt wiele.
-To co? Zaproś ją do nas na obiad w niedzielę. Niech wpadnie z rodzicami. Dobrze będzie spotkać się z naszymi sąsiadami. - uśmiechnął się. Wiedział, że mu nie odmówię.
-Dobra. - westchnąłem i wyszedłem. Zszedłem na dół do kuchni po butelkę wody i udałem się do mojego pokoju. Zobaczyłem, że Holand jest dostępna na czacie.

@dylanobrien: znowu się zaczyna...

@holandroden: o co chodzi?

@dylanobrien: mój tata zaprasza Ciebie i Twoich rodziców na obiad w weekend

@holandroden: to sympatyczne z jego strony.

@holandroden: powinieneś się od niego uczyć uprzejmości!

@holandroden: przynajmniej on zaprasza mnie do Twojego domu...

@dylanobrien: przecież dobrze wiesz że możesz wpaść codziennie o każdej porze

@dylanobrien: drzwi od mojego balkonu są zawsze dla Ciebie otwarte <3

@holandroden: jedyne czego chcę to wpinać się do Twojego pokoju po balkonie. To takie romantyczne Dylan. Przeszedłeś samego siebie...

@dylanobrien: I tak to kochasz xx

@holandroden: chyba będę musiała przestać -.-

Zamknąłem laptopa i zdjąłem ciuchy. Położyłem się do łóżka i próbowałem ustalić jakiś plan na jutrzejszy dzień. Muszę porozmawiać z moimi przyjaciółmi. Wiem, że nie zostawię tak po prostu sprawy Cary Delevingne.

~*~

Mam nadzieję, że zaczyna Wam się to podobać. Liczę na to. xx I liczę na Wasze komentarze i gwiazdki. :)

Rozdziały mega krótkie, ale mam nadzieję, że cieszycie się, że dodaję je co kilka dni. Może niedługo uda mi się zrobić jakiś maraton. ;) Co Wy na to?

piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 2.



-Dawać, panienki! Jeszcze kilka okrążeń! Z taką kondycją możecie sobie wsadzić mistrzostwa tam, gdzie wzrok nie sięga. Kurwa, Dallas, słyszysz, co mówię?! - wrzeszczał nasz trener. Rozumiem, że chce wygrać ten puchar, ale niech może sam spróbuje biegać tyle, co my. Przez cały sezon rozgrzewaliśmy się sami, każdy w swoim zakresie, a nagle przypomniało mu się, że jest naszym trenerem i musi nas odpowiednio "przygotować". Trochę za późno, biorąc pod uwagę, że przez 5 miesięcy nie robił nic, a wydaje mi się, że w 2 godziny nie nadrobimy wszystkiego. - Dylan, przestań myśleć i zacznij ćwiczyć!
-Przecież biegam. O co panu chodzi?! - warknąłem, bo miałem dzisiaj niezbyt dobry dzień.
-Widocznie robienie tych dwóch rzeczy na raz sprawia ci zbyt wiele trudności. - zaśmiał się Daniel.
-Spieprzaj. - powiedziałam i pokazałem mu środkowego palca. To będzie ciężki trening.

~*~

Następnego dnia nie mogłem się ruszyć. Dostaliśmy taki wycisk od trenera, że nie mogłem dotknąć moich nóg, a co dopiero chodzić. Myślałem, że uda mi się zostać w domu, ale moi rodzice się na to nie zgodzili, a nie miałem ochoty na wagary. I tak musiałbym wyjść z domu, więc wyszłoby na to samo, jeśli poszedłbym do szkoły. A kartkówka z chemii sama się nie napisze. 
-Wyglądacie okropnie. - skomentowała Lily, gdy tylko dołączyła do nas na korytarzu. Była długa przerwa, którą mieliśmy w zwyczaju spędzać razem. No przynajmniej ja, Hol i Lily, bo Daniel czasem wyrusza na poszukiwanie dziewczyn. Tym razem, tak jak ja, jest na to zbyt zmęczony. 
-Dzięki, Lily. Za to ty jesteś jak zwykle przemiłą żmiją. - odparł Daniel, a ja przybiłem mu piątkę. Był wredny, ale należało się. 
-Wow. - skomentowała Hol i usiadła obok mnie. - Dał wam popalić, huh? - spytała, a ja tylko westchnąłem i oparłem głowę o jej ramię. Objęła mnie ramieniem i podrapała po szyi tak, jak wie, że lubię kiedy robi. 
-I wy mówicie, że nie jesteście parą. - parsknął Sharman, wskazując na mnie i Holand. 
-Bo nie jesteśmy. - powiedziała ruda. 
-To przestańcie się tak zachowywać! Normalnie rzygam tęczą, jak na was patrzę. Z resztą, niby nie jesteście razem, ale żadne z was nie szuka chłopaka ani dziewczyny. Czemu? 
-Jak znajdziesz mi jakąś dobrą dziewczynę to spoko. Nie szukam nic na siłę. Jest mi dobrze, tak jak jest. Co się tak przyczepiłeś? - zapytałem w końcu. Nigdy mu nie przeszkadzała moja relacja z Hol. Dobrze wiedział, że ją kocham. 
-Bo znowu cała szkoła będzie gadać, że jesteście razem. 
-Nie jesteśmy, zrozum. - powiedziałem. 
-Czysta przyjaźń. - dodała dziewczyna i uśmiechnęła się do mnie. Zdecydowanie najpiękniejszy uśmiech na ziemi. 
-Nigdy tego nie zrozumiem. - westchnął. 
-Słyszeliście o tej nowej? - zapytała Lily, która ignorowała naszą rozmowę i wpatrywała się w swój telefon.
-Jakiej nowej? - spytałem. 
-No ta dziewczyna, która przyszła w tym roku, chodzi ze mną do klasy. Jak możesz jej nie znać? Widujemy się z nią prawie codziennie. Cara. - wyjaśniła. Chyba nie kojarzę. 
-Taka wysoka blondynka? Dosyć ładna? - zapytał Daniel.
-Tak!
-Co z nią? - zaciekawiłem się.
-Ludzie mówią, że chce popełnić samobójstwo. Dodaje ciągle jakieś smutne piosenki na Facebooka. Widać po niej, że jest ponura i nigdy się nie uśmiecha. Często odlatuje i nie skupia się na lekcjach. Ostatnio jak mieliśmy W-f to ćwiczyła w długich spodniach i koszulce z długim rękawem. Nie byłoby to dziwne, gdyby na sali nie było strasznie gorąco. A najdziwniejsze jest to, że jak stałam obok niej, to przez przypadek podwinął jej się rękaw. Miała na ręku dużo siniaków.
-Rozmawiałaś z nią o tym? - wtrąciła się Holand.
-Próbowałam, ale od razu zaciągnęła rękaw i zignorowała mnie. Ona może mieć jakieś problemy. 
-Może coś dzieje się w jej domu? Albo chłopak ją bije? 
-Z tego co wiem, nie ma chłopaka. 
-Dziwne. - powiedziałem bardziej do siebie. Zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją i tą dziewczyną. Coś tutaj jest nie tak.
-Patrzcie, idzie. - szepnęła Lily. Spuściłem wzrok, żeby nie gapić się na nią bezczelnie jak robi to Sharman. Dopiero po chwili na nią zerknąłem, akurat wtedy, kiedy ona spojrzała na mnie. Coś w niej było. Coś, przez co nie mogłem oderwać od niej wzroku. I wtedy mnie olśniło.
-Ludzie, ona ostatnio przeprowadziła się na moje osiedle. Jej ojciec nie jest normalny.

~*~

I co powiecie na taką sytuację? :) Troszkę się dzieje, huh?

Oficjalnie: Dylan&Holand to friendship goal.

Doszłam do wniosku, że będę pisała krótkie rozdziały, ale postaram się dodawać je częściej. Może uda mi się pisać coś dłuższego, ale nie teraz, bo początki pisze się najtrudniej. ;)

Jesteście tu? Dajcie o sobie znać! xx

wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 1.


-Panie O'brien! - krzyknęła pani Smith, nauczycielka matematyki, wyrywając mnie tym samym ze snu. Tej nocy spałem naprawdę źle i nawet nie byłem w stanie kontrolować swojego ciała, które samo zdecydowało o tym, że utnę sobie krótką drzemkę. - Widzę, że ta lekcja bardzo pana nudzi. Zapraszam do tablicy, sprawdzimy, czy naprawdę umie pan ten temat. - powiedziała, a ja w duchu się zaśmiałem. Zawsze tak robiła. Gdy tylko zauważyła, że nie skupiam się na lekcji, brała mnie do odpowiedzi. Pech chciał, że nigdy nie udało jej się mnie zagiąć. Pech albo moja inteligencja.
-Który przykład pani profesor? - uśmiechnąłem się, aby jeszcze bardziej ją zdenerwować. Wstałem z ławki i wziąłem podręcznik.
-Zadanie dziesiąte, przykład F. - warknęła. Zerknąłem do książki i parsknąłem śmiechem.
-Ciąg geometryczny? Mogła się pani bardziej postarać. - powiedziałem, a klasa lekko się zaśmiała. Wykonałem zadanie i wróciłem do ławki. Pani Smith tylko odprowadziła mnie wzrokiem, ale nic więcej nie powiedziała.
-Niedługo wylądujesz u pedagoga za twoje odzywki. - zaśmiała się Hol, gdy usiadłem obok niej.
-A ty razem ze mną! Zagadujesz mnie na lekcji. Nie ładnie pani Roden. Należy Ci się uwaga! - wyszeptałem, żeby stara nauczycielka już więcej nie zawracała mi głowy.

~*~

-Kiedy zaczynacie mistrzostwa? - zapytała Lily, kiedy na długiej przerwie obiadowej siedzieliśmy na głównym korytarzu.
-Jeszcze nie mamy rozpiski. Został nam chyba jeszcze jeden mecz fazy grupowej, ale nie wiemy, czy drużyna w ogóle się pojawi. - odpowiedziałem.
-Gracie u nas czy na wyjeździe? - zaciekawiła się Lil.
-Prawdopodobnie u nas. Rok temu wygraliśmy my, więc warto by było obronić tytuł u siebie. - wtrącił się Daniel. Oboje należeliśmy do szkolnej drużyny siatkówki. Cała nasza czwórka chodziła do ostatniej klasy liceum. Różnicą było to, że ja i Holand chodziliśmy na profil z rozszerzoną matematyką i chemią, Daniel z angielskim i geografią, a Lily na kierunek artystyczny. Znamy się od czasów poprzedniej szkoły i los chciał, że wylądowaliśmy w jednym liceum. Jesteśmy czteroosobową bandą świrów, a przez nasze zdolności do sportu, sztuki i nauki, jesteśmy dość rozpoznawalni w tej szkole. Zwłaszcza od początku tego roku, kiedy zostałem wybrany na kapitana drużyny. Mały prezent od trenera na zakończenie szkoły. Każdy z nas był inny. Lily to ta cicha dziewczyna, która dopiero po dłuższej znajomości pokazuje swoje pazurki i okazuje się, że jednak ma jakieś życie poza swoimi farbami i sztalugą. To ona próbuje wybijać nam z głowy durne pomysły, w które i tak, prędzej czy później, ją wplątujemy. Daniel to chłopak, któremu żadna się nie oprze. Z tym swoim szarmanckim uśmiechem i lokami na głowie może mieć każdą. I świnia to wykorzystuje. Jest znany ze swojego podrywu i dosyć imprezowego trybu życia, w które wciąga też i nas. A to, że gra w siatkówkę i chwali się swoim sześciopakiem prawie po każdym meczu, dodaje mu jeszcze więcej fanek. Jest też Holand. To ta, którą znam najdłużej i łączy mnie z nią najwięcej. Mądra i inteligentna. Stanowcza i uparta. Wystarczyłoby tylko lekkie skinienie jej palcem, a wskoczyłbym w ogień. Oddałbym dla niej wszystko. Jest moją opoką, moją pomocą, moim oparciem i skarbem. Kocham ją, a ona mnie. Mimo to, nie łączy nas nic więcej poza dozgonną przyjaźnią. I w ogóle nam to nie przeszkadza. Ustaliliśmy kiedyś, że będziemy przy sobie zawsze i wszędzie, a związek nie pozwoliłby nam dotrzymać tej obietnicy. Czasem zdarza nam się przytulać, trzymać za ręce, czy nawet całować się w policzek, ale wiemy na jakiej zasadzie to pracuje. Ludzie mówią swoje, ale my i tak wiemy lepiej, co jest grane. Na sam koniec jestem ja. Dylan O'brien. Kapitan drużyny siatkarskiej. Zdolny matematyk. Dusza towarzystwa. Nie lubię pomidorów, a całe życie mógłbym żywić się w McDonald's. Mam swój rozum, a co się z tym równa, rodzice darzą mnie ogromnym zaufaniem. Nie mam problemów w szkole. Nie palę, a piję tylko, gdy jest jakaś okazja. Nigdy nie zaliczyłem zgona, nie próbowałem narkotyków i nie bawie się w jednonocne przygody. Uwielbiam mój motor, na którym mogę spędzić resztę życia. Staram się być normalnym chłopakiem z marzeniami, mimo że ludzie doszywają mi różne łatki. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedna noc i jedna dziewczyna, która zniszczyła wszystko, co do tej pory osiągnąłem.

~*~

Witam na moim kolejnym fanfiction. Mam nadzieję, że wstęp Was zaciekawił, mimo że trochę wieje nudą. Musiałam wprowadzić Was w klimat tego opowiadania i opowiedzieć trochę o jego bohaterach. ;) Postaram się dodawać rozdziały częściej, ale raczej nie będą one zbyt długie. 

Łapcie też zwiastun :) (Przepraszam, że film jest taki rozjechany, ale program trochę mi go zniszczył, a ja jestem zbyt leniwa, by go poprawiać lol)



See ya soon xx