czwartek, 22 września 2016

Rozdział 10.



-Naprawdę musimy to oglądać? - zapytała Holland wskazując na telewizor, do którego podłączony był laptop. Daniel stwierdził, że włączy nam parodie piosenek. Osobiście śmieszyło mnie to ogromnie, ale gdy rudowłosa zobaczyła przerobioną piosenkę swojego ulubionego zespołu stwierdziła, że to słabe i odwróciła się od ekranu i zaczęła bawić się moim telefonem.
-A masz jakieś ciekawsze propozycje? - zapytałem dziewczynę. Zerknęła w moją stronę i przytuliła się do mnie. Leżeliśmy we czwórkę na rozłożonej kanapie, która dzisiejszej nocy miała służyć nam za łóżko. Kiedy Hol piła alkohol robiła się strasznie uczuciowa i zawsze się do mnie kleiła. Nie żeby mi to przeszkadzało.
-A wy znowu zaczynacie! Weźcie dajcie sobie buzi i zacznijcie w końcu normalny związek! - prawie krzyknęła Lily widząc to, że Roden się do mnie przytuliła. Kolejna rozmowa na temat naszej relacji rozpoczęta.
-I przestańcie wmawiać nam, że jesteście tylko przyjaciółmi, bo każdy wie, że tak nie jest. Ja się do ciebie Dylan nie przytulam za każdym razem jak cię widzę i serio nie chciałbym się z tobą migdalić. - wyjaśnił Daniel, a ja zacząłem się śmiać wyobrażając sobie, że miałbym mieć takie same kontakty z Sharmanem i Holland. Ha!
-Ale serio, czemu razem nie jesteście? - spytała Collins już w miarę poważnie.
-Stwierdziliśmy, że jest dobrze tak jak jest. Hol powiedziała, że zaczniemy kiedy będzie na to gotowa. - wzruszyłem ramionami. Myślałem, że Daniel zaraz wybuchnie, bo wstał i spojrzał na nas gniewnie.
-Że co, proszę?! Serio? Wy jesteście normalni?!
-Ej! - odezwała się w końcu Roden.
-Lily weź ją walnij, bo mi facetowi nie wolno. - westchnął, na co brunetka dźgnęła łokciem Holland. - Poważnie, co wam stoi na przeszkodzie?
-Ja... Sama nie wiem... - wyszeptała.
-Pocałuj ją. - powiedział chłopak.
-Co? - zdziwiłem się.
-Na litość boska, po prostu ją pocałuj! - krzyknął, a ja się go przestraszyłem. Dawno nie był taki zdenerwowany. Poczułem jak Hol przekręca się w moją stronę. Nachyliłem się i delikatnie załączyłem nasze wargi. I to było coś niesamowitego. Dreszcz przeszedł całe moje ciało. W brzuchu poczułem coś dziwnego, a serce wybijało coraz mocniejszy rytm. Położyłem dłoń na policzku dziewczyny i zatraciłem się w tym uczuciu całkowicie. I nie wiem co będzie dalej, czy będziemy parą, czy tylko przyjaciółmi, ale kocham ją i chcę dla niej jak najlepiej. Odsunąłem się od Hol i spojrzałem na nią, chcąc sprawdzić jej reakcję. Ona uśmiechnęła się do mnie i ukryła swoją twarz przytulając mnie. Zerknąłem w stronę zadowolonych Lily i Daniela, którzy mieli swoje telefony w dłoniach.
-Gratuluję, wszyscy nasi znajomi będą myśleć, że jesteście parą. Nie ma za co. - powiedziała zadowolona Lily pokazując mi zdjęcie moje i Holland jak się całujemy na My story brunetki.  Po chwili usłyszałem dźwięk z mojego telefonu. Dostałem wiadomość. Myślałem, że to ktoś komentujący moje najnowsze zdjęcie. Zdziwiłem się czytając smsa.

Nieznany: Cześć. W sprawie tej wczorajszej sytuacji po szkole... Dzięki za pomoc.

~*~

Koniec na dziś!  Do zobaczenia wkrótce. :)

Rozdział 9.



-Może wpadłbyś dzisiaj do Lily? Planujemy zrobić sobie posiadówkę. - zaproponowałem. Rozmawialiśmy już tak z Niall'em jakieś 20 minut, a rozmowa wcale nie była niezręczna. No może oprócz tego, że dziewczyny gapiły się na niego jak w obrazek. Serio, dzieło sztuki pokroju Picasso.
-Dzięki, ale może innym razem. Muszę się dogadać z Twoim tatą i znaleźć jakiś hotel, zanim znajdę jakieś mieszkanie. - powiedział, a ja wpadłem na najlepszy pomysł wszechczasów. Albo tak mi się wydawało po tych kilku piwach.
-Słuchaj, zatrzymaj się u nas. I tak mamy wolny pokój, a jestem pewny, że moi rodzice nie pozwolą Ci się tułać po hotelach.
-Dobra, dobra. Zobaczymy, co powiedzą jak się z nimi zobaczę. Już wam nie przeszkadzam, miłego wieczoru. Cześć. - pożegnał się z każdym z nas i poszedł w stronę mojego domu.
-Czemu nie powiedziałeś, że to twój kuzyn?
-Czemu nie mówiłeś, że masz takiego kuzyna?
-Skąd on jest?
-Długo zostanie?
-Ma dziewczynę?
-Czy one mogą się zamknąć? - zapytał się Daniel mając dość pytań, które zadawały dziewczyny. Zaśmiałem się tylko i z powrotem usiadłem na huśtawce. Mój dobry humor zmienił się w jeszcze lepszy, bo cholera Niall tu jest, a ja traktuję go jak brata, którego nie mam. Zawsze jak byliśmy mali to jeździliśmy razem do babci i nocowaliśmy u niej prawie całe wakacje. I mimo że jest starszy ode mnie o kilka lat, to nie zauważam tej różnicy, bo on nie traktuje mnie jako młodszego dzieciaka, tylko jak kogoś na równi z sobą. I dlatego tak bardzo go szanuję.

-Idziemy na zakupy? - zaproponowałem, a reszta przytaknęła, nie wspominając na razie o moim kuzynie.

~*~

-Nie wierzę! - śmiałem się tak, że rozbolał mnie brzuch. W ręku miałem telefon i nagrywałem wszytko na Snapchata. Daniel stwierdził, że jest mu za gorąco z bluzie, więc postanowił się rozebrać. Niestety dla mnie, postanowił urządzić nam pokaz striptizu, żeby nauczyć dziewczyny, jak powinny się zachowywać następnym razem. Nie siedziałbym w ogóle w tym pokoju, gdyby nie fakt, że tymi filmikami upokorzę Sharmana. Tak, jesteśmy przyjaciółmi.
-Wooow! Chcemy więcej! - krzyczały dziewczyny, a ja po prostu wyszedłem do kuchni, bo męski striptiz to raczej nie moja bajka. Mam wystarczającą ilość sekund na My story, żeby Daniel spalił się w piekle. Ups. Wziąłem z szafki shaker i zrobiłem nam po kilka shotów. Ten wieczór nie skończy się dobrze, bo już wystarczająco się dzisiaj upiliśmy. Miałem wrażenie, że jestem najbardziej trzeźwy z nich wszystkich. No cóż, w końcu to ja nigdy nie zgonuję, racja? Gdy byłem w lepszym stanie niż teraz, zadzwoniłem do taty i powiedziałem mu, że zostajemy wszyscy na noc u Lily. Powiedział mi tylko, że Niall zostaje na razie u nas i możliwe, że zamieszka na stałe. Ucieszyłem się jeszcze bardziej. Skorzystałem z łazienki i zabrałem ze sobą moją miksturę do salonu, gdzie siedzieliśmy. Zaniepokoiło mnie to, że mój przyjaciel nie ma na sobie koszulki i paraduje przed dziewczynami w samych spodenkach. Najwidoczniej im to nie przeszkadzało. Rozlałem do kieliszków moje niebieskie kamikadze i podałem każdemu z naszej czwórki.
-Za udany wieczór! - powiedziałem i przechyliłem szkło.

~*~

Ten krótki, bo nie wiedziałam za bardzo, co napisać. Ale następny będzie ciekawszy i niestety ostatni na dzisiaj albo jutro :)

Rozdział 8.



Po wypiciu kilku piw w barze było nam już naprawdę wesoło. Nie wiem, czy to dobrze bo była dopiero 17. Potrzebowaliśmy rozrywki, a nie oszukujmy się, nie ma nic lepszego niż spędzenie czasu z przyjaciółmi przy małej dawce alkoholu. Nie chcieliśmy dalej się upijać, więc opuściliśmy lokal i udaliśmy się do parku. Po mieście krążyło dość sporo osób, więc mieliśmy kogo obserwować. Siadłem na pobliskiej huśtawce, a reszta stanęła na przeciwko mnie. Holland śmiała sie ciągle z najmniejszej rzeczy, a reszta śmiała się z niej, bo to było komiczne. Trzeba przyznać, że z nas wszystkich miała najsłabszą głowę. Poklepałem swoje nogi, dając jej do zrozumienia, że może usiąść na moje kolana, a ona nie czekając chwili dłużej od razu na nich usiadła. Wtuliłem się w jej ciało i objąłem ją swoimi rękoma układając swoją twarz w zagłębieniu jej szyi, by co jakiś czas ją tam pocałować, bo wiedziałem jak bardzo ją to łaskocze. Usłyszałem dziwny dźwięk i spojrzałem w stronę Sharmana, który właśnie udawał, że wymiotuje na nasz widok.
-Lecz się. - zaśmiałem się, a on pokazał mi środkowy palec. Zignorowałem go i zacząłem słuchać historii o tym, że rodzice Lily zostawili jej wolny dom na cały tydzień, bo postanowili wyjechać na wakacje. Nie było w tym nic zabawnego, ale to nie zmienia faktu, że każdy płakał ze śmiechu.
-I mówisz nam o tym dopiero teraz? - spytałem.
-Mam plan! Nie idziemy dziś do klubu, tylko kupujemy żarcie i picie i robimy sobie imprezkę u Lily! - powiedział Daniel. Dziewczyna zgodziła się, a chłopak podniósł ją i przytulił. A to niby ja publicznie okazuję uczucia. Stwierdziliśmy, że zostaniemy tutaj jeszcze trochę, bo pogoda była świetna, a my naprawdę dobrze spędzaliśmy tu czas. Po chwili Lily zaczęła się dziwnie uśmiechać i puściła Hol oczko. Spojrzałem na nie zdezorientowany, by po chwili usłyszeć Lily.
-Hmm... Jakie ciasteczko. - wyszeptała, a ja zaśmiałem się, widząc kogo ma na myśli.
-Wow, skąd on się tutaj wziął? - spytała Roden, a ja spojrzałem na nią. Czy to normalne, że jestem zazdrosny?
-Blondyn, dobrze zbudowany. Już teraz wiem, że musi być niesamowity. - powiedziała Lily.
-Hej, dziewczyny, co z wami? Nie możecie mówić takich rzeczy! - oburzył się Daniel, co było do niego niepodobne. Od kiedy przejmował się, co myślą dziewczyny o innych facetach? Chłopak zbliżał się do nas, a ja mając dość komentarzy dziewczyn na jego temat, wstałem i wyszedłem mu na wprost.
-Dylan, co ty robisz? - wyszeptała Holland. Niewiele myśląc podszedłem do niego, a on gdy tylko mnie zauważył uśmiechnął się i przytulił mnie po męsku. Naprawdę chciałbym zobaczyć miny dziewczyn.
-Stary, jak dobrze cię widzieć! - zaśmiał się, a ja odsunąłem się do niego.
-Ciebie też. Co tutaj robisz? - spytałem. Ostatnie, co o nim wiem to to, że mieszkał jakieś 100 km ode mnie.
-Przyjechałem do pracy. Wiesz, skończyłem szkołę, a twój tata obiecał mi, że mnie przyjmie, więc jestem. - uśmiechnął się. Fajnie będzie mieć go tutaj. Zawsze mieliśmy super kontakt.
-Kurcze, to świetnie! Chodź, przedstawię cię moim przyjaciołom. - podeszliśmy do tej trójki idiotów, którzy stali z otwartymi buziami i byli w totalnym szoku. - To jest Holland, Lily i Daniel. Słuchajcie to mój kuzyn Niall.

~*~

Przepraszam, ale nie mogę pisać opowiadania bez Niall'a. xD
Drugi rozdział dzisiaj. Wow. Jeszcze dwa!

Rozdział 7.



Bałem się. Po raz pierwszy ja, Dylan O'brien bałem się tego, co ludzie zaczną o mnie myśleć. Nie wiedziałem, że wyniknie z tego taka afera. Pomogłem tylko dziewczynie, którą gnębili uczniowie. To źle? Nie powinni się udzielać pomocy tym, którzy jej potrzebują? Rozumiem, aktualnie wśród ludzi w moim wieku panuje trochę inny system wartości, ale na litość Boską, nie będę patrzył, jak inny człowiek cierpi na moich oczach, a ja mogę to zmienić. Usłyszałem coś, czego nie powinienem usłyszeć i teraz będę miał wyrzuty sumienia. Chcę dowiedzieć się, co ojciec Cary jej robi, czemu pielęgniarka nie chce tego zgłosić. Ale sam się tego nie dowiem. Muszę wkręcić w to moich przyjaciół, mimo że wiem co pomyślą sobie o mnie, kiedy im o tym powiem.

~*~

-Ty chcesz zrobić co?! - prawie krzyknął Daniel, kiedy powiedziałem im o moim planie. Na szczęście ludzie nie zwrócili na nas większej uwagi. Siedzieliśmy na zewnątrz baru, do którego zazwyczaj chodziliśmy. Z racji tego całego wirusa w naszej szkole, dyrektor postanowił dać nam wolne do końca tygodnia, a że jest wtorek to czuję się jak na małych wakacjach. Postanowiliśmy spotkać się w czwórkę i spędzić razem dzień na mieście, a później ewentualnie skoczyć na noc do klubu, żeby trochę się rozerwać. Chociaż nie wiem, czy nasze plany dalej będą obowiązywać, bo chyba moi przyjaciele zostawią mnie po tej rozmowie.
-Chcę jakoś się do niej zbliżyć, żeby była w stanie nam zaufać i powiedzieć, co się z nią dzieje. - wytłumaczyłem, ale oni dalej mnie nie rozumieli.
-A po jaką cholerę mamy się w to mieszać? - pytał ciągle Sharman. Dziewczyny do tej pory siedziały cicho.
-Wczoraj jak poszła do pielęgniarki, to słyszałem jej rozmowę. Ta pielęgniarka pytała się, czy ojciec dalej jej to robi, a ona odpowiedziała, że stara się go unikać. Mówiła coś, że powinna to zgłosić do pedagoga albo do dyrektora, ale chyba one dwie się znają skoro o tym nikomu nie wspomina. To może być jakaś większa sprawa, a jeśli możemy w tym pomóc, to dlaczego mamy tego nie zrobić? - spytałem.
-A jak mamy się tego dowiedzieć skoro sam mówiłeś, że jest niedostępna i nietykalna?
-No właśnie dlatego potrzebuję was, żebyśmy razem wymyślili jakieś szczegóły. Tylko pytanie, czy jesteście ze mną.
-Tak. - powiedziała Hol po chwili ciszy. Spojrzałem na Lily, która pokiwała głową.
-Jestem z nią w klasie, widzę, że coś jest nie tak. Wydaje się naprawdę sympatyczna. Kiedyś próbowałam z nią porozmawiać, ale nie była zbyt rozmowna. Ale razem może nam się udać. - uśmiechnęła się brunetka.
-Daniel? - zapytałem go.
-Nie chcę mieć przez to problemów, czy stracić reputację. Na mnie nie liczcie.
-Ty dupku. - powiedziała Roden. - Naprawdę dla ciebie ważniejsza jest reputacja niż dziewczyna, która potrzebuje pomocy?!
-Ona jest naprawdę śliczna, więc może mógłbyś się nią zainteresować. - dodała Lily, która w ten sposób próbowała go zachęcić.
-A wiesz jak dziewczyny kochają bohaterów? Miałbyś każdą, którą byś chciał. - powiedziałem, a on zaczął się uśmiechać.
-Ok. - westchnął. - Ale to nie zmienia faktu, że nie podoba mi się ten plan. A jak nie znajdę żadnej dziewczyny dzięki temu, to sami będziecie mi jej szukać.
-Mój Boże. - wyszeptała Hol. - Jesteś taki płytki. Możesz mi przypomnieć, czemu się z tobą zadajemy?
-Och, przyznaj skarbie, że nie możesz mi się oprzeć. - powiedział zadowolony z siebie, a ja wybuchnąłem śmiechem.

~*~

Zaczynamy maraton! Dzisiaj dodam jeszcze co najmniej 3. :)

środa, 14 września 2016

Rozdział 6.


Nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Stałem na środku korytarza i patrzyłem jak w oddali dziewczyna wchodzi do gabinetu pielęgniarki. Zastanawiało mnie skąd zna moje nazwisko i dlaczego jest taką zimną zołzą. Przeprosiłem ją, powiedziałem, że to niechcący. Przecież nie mogłem wiedzieć, że ona akurat w tamtym momencie wejdzie tymi drzwiami. Ale najwidoczniej jej to nie interesowało. Niestety trener kazał mi z nią iść, więc skierowałem się w stronę pielęgniarki. Dziewczyna nie domknęła drzwi, więc mogłem usłyszeć, o czym rozmawiają. Nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie jedno pytanie.
-Ojciec ciągle to robi? - spytała pielęgniarka. 
-Tak, ale staram się go unikać. 
-Wiesz, że powinnam zgłosić to do szkolnego pedagoga albo nawet do samego dyrektora? - usłyszałem, ale nie mogłem dowiedzieć się więcej, bo ktoś wychodził z sali przede mną. Zapukałem szybko w drzwi i wszedłem do środka.
-Dylan, a co ty tu robisz? - spytała pielęgniarka. 
-To tak jakby moja wina, że tu jest więc chciałem sprawdzić, czy wszystko ok. - powiedziałem nerwowo, bo w głowie ciągle siedziała mi rozmowa tych dwóch. 
-Na szczęście nic się nie stało. Dałam po prostu przeciwbólowe i powinny pomóc. Tylko następnym razem uważaj. - uśmiechnęła się do nas, a Cara od razu wyszła z gabinetu, przy okazji uderzając mnie swoim barkiem. Ok, widzę, że nasza znajomość nie będzie sympatyczna. Gdy wyszedłem zobaczyłem, że dziewczyna jest już prawie pod szatnią. Nie miałem ochoty dalej się z nią użerać, więc wolnym krokiem skierowałem się z powrotem na salę gimnastyczną.

~*~

Nie mogłem się skupić. Siedziałem zamyślony przez kolejne lekcje i nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje wokół mnie. Gdy wychodziłem ze szkoły zobaczyłem, że grupka osób z czegoś się śmieje. Nie chciałem nawet na to patrzeć, gdybym nie zauważył po środku nich Cary. Dobra, ta cała sprawa zaczyna mi śmierdzieć coraz bardziej. Podbiegłem do nich i spojrzałem na wściekłą dziewczynę. Nie wiedziałem dokładnie, o co chodzi, ale musiałem jej pomóc. Prawdopodobnie zrobię największą głupotę, jaką mogę zrobić, ale nie zostawię jej tak. Nie po tym, co dzisiaj usłyszałem. Wszedłem w sam środek kółka i złapałem Carę za łokieć, chcąc ją stamtąd wyprowadzić. Spojrzała na mnie zdziwiona i myślałem, że zaraz zacznie się wyrywać.
-Ok, dziękujemy za uwagę, a teraz wypierdalać. - warknąłem i zabrałem dziewczynę poza plac szkoły. - Co oni od ciebie chcieli? - zapytałem dziewczyny.
-Nie twój interes. - wyszeptała, a jej głos był jakiś inny.
-Chyba jednak mój skoro Ci z nimi pomogłem. - powiedziałem, a dziewczyna skręciła w inną stronę niż ja. Po kilku minutach dostałem smsa od Holand, która została w szkole dłużej na jakieś dodatkowe zajęcia.

Hol<3: Coś Ty narobił?

Ja: Ale o co chodzi?

Hol<3: Cała szkoła huczy o tym, że pomogłeś tej dziewczynie! Wiesz, że teraz nie będziesz miał spokoju?

Ja: Kurwa...

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 5.


Dzisiejszy dzień w szkole zapowiadał się źle. Z powodu jakiejś małej epidemii w naszej szkole dużo nauczycieli było na zwolnieniach i niestety mieliśmy mieć łączone lekcje. Według mnie to nie miało najmniejszego sensu, gdyż co takiego moja klasa typowo matematyczna miałaby robić z plastykami? Jeżeli nauczyciele myśleli, że będę przez kilka godzin malował deltę to grubo się mylili. Jedynym plusem było to, że dzisiejszego dnia mieliśmy dwie godziny WF-u, co dla mnie było wybawieniem. Niestety nasz nauczyciel, jak zawsze miał co do mnie inne plany. 
-Wiem, że warunki mamy tragiczne, ale musimy pomieścić trzy klasy na tej małej sali gimnastycznej. Liczę na waszą współpracę, bo nie mam zamiaru was wszystkich przekrzykiwać. Zaczniemy od rozgrzewki, a potem coś wymyślimy. Z tego, co widzę to dziewczyny nie bardzo mają chęć ćwiczyć, więc może chłopcy w coś pograją, a dziewczyny zwyczajnie sobie posiedzicie. - zaproponował trener. Może to nie był głupi pomysł.
-W końcu będziecie mogły popatrzeć bezkarnie na to, jak pocimy się z Dylan'em na boisku. - zaśmiał się Daniel do Holland i Lily, które z nami stały. Collins przewróciła oczami i prychnęła.
-Albo patrzeć jak wy dwaj idioci upokarzacie się przed wszystkimi. O tak, ta wersja jest bardziej prawdopodobna.
-Jak możesz tak o mnie mówić? - zapytałem z pretensją w głosie. - To, że z Danielem sobie dokuczcie zalotnie nie znaczy, że musicie mnie do tego mieszać. - powiedziałem, a Sharman aż się zakrztusił.
-Dokuczamy zalotnie? - zaśmiał się. - I mówi to ktoś, kto jest w takim friendzonie, że niedługo będziesz tak głęboko, że światła nie zobaczysz. - powiedział pokazując na mnie i Hol.
-Ej! - oburzyła się rudowłosa. - Odwal się od nas. - warknęła i podeszło do mnie, przytulając się do mojej klatki piersiowej. Automatycznie objąłem ją ramieniem.
-I o tym właśnie mówię. Prędzej ja się prześpię z Lily, niż wy będziecie normalną parą. - rzucił, a dziewczyna walnęła go w głowę.
-Daniel, co ty kurde sobie myślisz?! Przestań marzyć! - krzyknęła, a większa część naszych klas zwróciła na nas uwagę.
-Chyba lubisz mieć publikę, kiedy mnie bijesz, co? - zaśmiał się chłopak. Przysięgam, zadaję się z bandą idiotów. 
-Chyba Hol lubi sprawiać, że dziewczyny ze szkoły są zazdrosne o Dylana. - powiedziała Collins. 
-Chyba wy powinniście się leczyć u psychiatry. Mogę was nawet tam zaprowadzić. - zaproponowałem.
-Pewnie znasz drogę na pamięć. Z przyzwyczajenia poszedłbyś tam nawet w ciemności. - zaśmiała się Roden. Odsunąłem się od niej momentalnie.
-I ty przeciwko mnie?! - zdziwiłem się i obrażony zacząłem od nich odchodzić. Nie minęła chwila, jak poczułem ciężar na swoich plecach. Złapałem dziewczynę za uda, żeby nie spadła, a ta owinęła ręce wokół mojej szyi.
-Wiesz, że żartowałam Dyl. - zaśmiała się. - Powodzenia w ćwiczeniach. - złożyła całusa na moim policzku i zeskoczyła ze mnie. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Moi przyjaciele są naprawdę nienormalni.

~*~

-Dawaj Dylan, teraz ty. - powiedział do mnie rozgrywający. Tak jak trener obiecał, dziewczyny siedzą na trybunach, a my gramy w siatkówkę. Drużyna szkoły na resztę. Oczywiście nie mieli z nami jakichkolwiek szans, ale dla nas to była zwykła przyjemność, żeby pokazać się przed taką publicznością. Wyskoczyłem do ataku. Piłka niestety nie ułożyła się w mojej dłoni tak, jakbym tego chciał i zamiast uderzyć ją w stronę boiska, uderzyłem ją prosto w stronę drzwi, którymi ktoś akurat wchodził. Uderzyłem tą osobę prosto w brzuch. Wszyscy zszokowani stanęli na boisku i przyglądali się mi. Ja natomiast pobiegłem prosto do poszkodowanej. 
-Mój Boże, nic ci nie jest? - spytałem od razu, podając rękę dziewczynie. Nie przyjęła mojej pomocy i podniosła się o własnych siłach. 
-Może następnym razem spróbuj celować w boisko, a nie we mnie. - warknęła, nie podnosząc nawet na mnie wzroku.
-Woah, spokojnie. - powiedziałem. - Nie zrobiłem tego celowo.
-Wszystko ok? - podbiegł do nas trener. Dziewczyna kurczowo trzymała się za brzuch. - Dylan, zaprowadź ją do pielęgniarki. - powiedział zdenerwowany.
-Poradzę sobie sama. - wyszeptała niepewnie, jakby bała się nerwowej postawy nauczyciela.
-Bez dyskusji! Idziecie we dwójkę. - krzyknął i niewiele myśląc złapałem dziewczynę za ramię i poprowadziłem w stronę wyjścia. Gdy byliśmy poza salą, strzepnęła moją rękę.
-Nie musisz ze mną iść. Wiem, gdzie iść. - burknęła od niechcenia. Co to za dziewczyna? Ruszyła szybszym krokiem. Dogoniłem ją i odwróciłem w swoją stronę.
-Słuchaj, zrobiłem to niechcący, nie musisz być dla mnie niemiła. Przepraszam, ok? Po prostu... - zaciąłem się, kiedy dziewczyna w końcu spojrzała na mnie i zgarnęła włosy ze swojej twarzy. Zmrużyłem oczy nie wierząc, że to ona.
-Nie gap się na mnie! - warknęła i po raz kolejny starała się ode mnie uciec. Znowu na to nie pozwoliłem.
-Czekaj, ja cię znam... To ty jesteś Cara. - powiedziałem, a dziewczyna zesztywniała, jakby to, co powiedziałem ją uraziło.
-Brawo, O'brien. - wyszeptała i poszła w stronę gabinetu. Skąd ona mnie zna?

~*~

Taki troszkę nudny, ale w końcu poznaliśmy Carę! Przywitajmy ją brawami (i komentarzami lol). Ok, postaram się zrobić w niedzielę wieczorem jakiś maraton. Co Wy na to? Jedyny warunek to jakiś odzew z Waszej strony. :) Piszcie, piszcie, piszcie! :D
Kocham Was xx


Rozdział 4.


-Jak w szkole, Dylan? - zapytała pani Roden. Naprawdę nie chciałem rozmawiać na ten temat, zwłaszcza, że była niedziela. Wystarczy mi myśl, że już jutro będę musiał wrócić tam ponownie.
-W porządku. Pani od matmy jak zawsze jest dla mnie złośliwa, ale jeszcze nie udało jej się mnie zagiąć. - zaśmiałem się, a reszta mi zawtórowała. Siedzieliśmy właśnie na tarasie mojego domu. Pogoda była świetna. Słońce świeciło tak niesamowicie. 
-Nie dziw się jej, skoro zasypiasz na lekcjach. - odparła Hol i pokazała mi język.
-Jak to zasypiasz na lekcjach? - zdziwiła się moja mama. No tak, ona o niczym nie wie.
-Oj zdarzyło się raz czy dwa. - machnąłem ręką. Przecież mam dobre oceny.
-A co z tą waszą koleżanką, o którą pytałeś? - zapytał mój tata. Holland spojrzała na mnie zszokowana.
-Nic, nie widziałem jej w tym tygodniu w szkole. - odpowiedziałem. Niedziela to nie jest dobry dzień na takie rozmowy. Moi rodzice i państwo Holland zaczęli rozmawiać na bardziej zawodowe tematy. Wyłączyłem się z rozmowy, bo wydawała mi się strasznie nudna. 
-Tak, tak, idź spać Dylan. - powiedziała Hol, obejmując mnie ramieniem. Zaśmiałem się lekko.
-Dzięki, tego mi trzeba. - mruknąłem, czując jak bawi się moimi włosami. Mówiłem już jak ją kocham?
-Ale najpierw wytłumacz mi, o jaką koleżankę pytałeś swojego tatę. 
-A co? Zazdrosna jesteś? - zaśmiałem się.
-Tak, o twojego tatę. - przewróciła oczami. - Pytam poważnie.
-Pytałem o tą całą dziewczynę z klasy Lily. Cara czy jakoś tak.
-Czemu?
-Oj, daj spokój. Jest piękna niedziela, więc nie ma co zawracać sobie nią głowę. Chciałem się dowiedzieć co nieco o jej ojcu, ale tata jeszcze nie szukał informacji na jego temat. Jak będę coś wiedział to na pewno wtedy porozmawiamy, ok? - spojrzałem na nią, a ona lekko pokiwała głową.
-Ale wiedz, że ci tego nie odpuszczę. Możesz mieć tajemnice przed Lily czy Danielem, ale nie przede mną, jasne? - zagroziła mi, a ja wybuchnąłem śmiechem.
-Tak jest! - krzyknąłem i zwróciłem na nas uwagę naszych rodziców. Już widziałem ten charakterystyczny uśmiech mojej mamy.
-No czy oni nie są uroczy? - zapytał Pan Roden. Och, błagam.
-Ale i tak wszystkiemu zaprzeczą. - zaśmiała się moja mama. Spojrzałem wymownie na Holland. Pokiwała głową i w tym samym momencie weszliśmy do domu, słysząc dochodzący z zewnątrz śmiech. 
-Nienawidzę ich. - warknąłem i skierowałem się za rudowłosą do mojego pokoju.

~*~

Rodzice Hol już poszli do swojego domu. Ona została u mnie na trochę dłużej. Uczyliśmy się razem matematyki, gdy nagle jedna myśl wpadła mi do głowy.
-Ej, Hol, a co jeśli nasi rodzice mają rację? - spytałem. Dziewczyna odłożyła swój zeszyt i spojrzała na mnie. Leżeliśmy na moim łóżku, tylko że ja opierałem się o zagłówek, a ona trzymała na nim swoje stopy.
-Ale w związku z czym? 
-No w związku z nami. - powiedziałem trochę ciszej. To chyba był zły pomysł, że o to pytałem. - Dobra, w sumie nieważne. Zapomnij. - zakryłem się zeszytem. Niestety nie na długo, bo Holand po prostu go kopnęła, przez co wylądował na podłodze. - Ej!
-Porozmawiaj ze mną! Skoro zacząłeś, to skończ. Chodzi Ci o nas? W sensie, że razem? - zapytała. 
-No tak. Zobacz, wszyscy próbują nam wmówić, że jesteśmy w związku. Może serio się tak zachowujemy? 
-Chyba masz rację. Ale co jeśli nam się nie uda? Wiesz, że Cię kocham, ale boję się, że związek zniszczy wszystko. Zaczniemy się kłócić, być o siebie zazdrośni. 
-Tak, a nie chcemy zepsuć naszej przyjaźni, nie? - zgodziłem się z jej zdaniem. To, co nas łączyło było piękne. 
-A chciałbyś spróbować? No wiesz, bycia parą? - spytała nieśmiało. 
-Dobrze wiesz, że cię kocham. Nic na siłę, Hol. Jeżeli nie chcesz, to ja to rozumiem. Może za jakiś czas, jak będziesz już pewna. - uśmiechnąłem się do niej. 
-Jesteś najlepszy. - powiedziała. Wstała, przytuliła się do mnie i pocałowała mnie w policzek. Za to właśnie ją kocham. Mogę porozmawiać z nią dosłownie o wszystkim i wiem, że to nie będzie w żadnym stopniu krępujące. Jest jak mój najlepszy kumpel, doradca i psycholog w jednym. A kiedy przytula się do mnie wiem, że jest dla mnie najważniejsza. Tak samo, jak ja jestem dla niej.

~*~

Przepraszam Was bardzo za moją długą nieobecność. Nie miałam dostępu do telefonu i internetu przez ponad tydzień, a ciężko było mi coś napisać po tak długiej przerwie. Niestety rozdział nudny i do bani, ale obiecuję, że następny będzie już ciekawszy. 
Mały spoiler: Dylan w końcu pozna Carę. :) 
Kocham Was. Komentujcie proszę xx